Nowa notka

bo pisać, że nadal żyję to jakoś mi się nie chce, bo i raz już tak napisałem 😉

Minęło mniej więcej dwa tygodnie od ostatniej notki, która była delikatnie mówiąc w tonie czystej rozpaczy. Teraz zaś… jest niewiele lepiej. Nadal nie mam niektórych rzeczy zrobionych, dochodzą nowe, zdrowie się sypie – słowem ‘w żyć, nie umierać‘ ciąg dalszy.

Ale oprócz samego jęczenia jak to jest źle (bo jak powszechnie wiadomo „nic tak nie łączy Polaków jak wspólne jęczenie” – słowa Miłosza Brzezińskiego) wspomnę o tym co miało miejsce w zeszłą niedzielę, czyli 25 października.


W ostatniej notce pisałem, że mam bilet na „Video Games Live” oraz o tym, że chciałbym pójść na „Chór Alexandrowa” przy którym to były pewne rozterki odnośnie tego czy w ogóle odbędzie się występ. Tak jakoś szczęśliwie wyszło, że się odbył, a ja odpowiednio wcześnie załatwiłem bilety.

Jak najłatwiej, jednym słowem, opisać całe wydarzenie? Miazga.

Prawda jest taka, że coś tam kiedyś słyszałem z pieśni rosyjskich (i ogólnie naszych wschodnich sąsiadów), więc część znałem. Ale co innego słuchać tego w słabej jakości na YT, a co innego w hali, na żywo. Zanim wszedł dyrygent, chór rozpoczął występ od:

by później powoli przejść po tych pieśniach które akurat nie znałem. Przy niektórych utworach pojawiali się tancerze… nadal uważam, że oni nie mają normalnych stawów w nogach. Tak jak wcześniej pisałem, widziałem nieco rzeczy na YT, już wtedy powodowało to u mnie opad szczęki – ale zobaczyć to na żywo? Magia.

Pokazane były bardzo podobne ‘sztuczki’ jak tutaj:

Oczywiście, po przerwie, nie mogło zabraknąć Kalinki oraz Katiushy. Dopiero przy tych dwóch utworach widownia zaczęła nieco żywiej reagować 😉 Natomiast to co mnie zdziwiło najbardziej to wykonanie polskich pieśni/piosenek. Mam tu na myśli „Czerwone maki na Monte Cassino”, „Hej sokoły” oraz… „Brunetki, blondynki” Jana Kiepury.

Przykład wygrzebany na YT:

W międzyczasie, w wolnych chwilach przedstawiciele chóru chodzili po widowni i proponowali płytki cd audio i dvd z koncertami. Atmosfera była taka, że ludzie prawie bez zastanowienia brali od nich to co mieli do zaoferowania. Cóż, mnie też prawie to dosięgło, ale gdy usłyszałem cenę to wymiękłem… węże w kieszeni dały o sobie znać, dokładniej to węże ze wszystkich kieszeni jakie miałem przy sobie 😉 Życzyli sobie 50 zł za audio i osobno 50 zł na dvd – cóż, po prostu będę musiał dłużej trzymać w pamięci ten występ i jego magię, bez możliwości wsparcia się o jakieś materiały zewnętrzne 😉

Ogólnie zdziwiło mnie też, jak ludzie jeszcze wchodzili na widownię spóźnieni… 40 minut, ja już bym się nie pchał w sumie. Tak samo nie mogłem pojąć, jak ktoś może wychodzić z występu w momencie jak tylko zrobiło się nieco jaśniej – chór wykonał później jeszcze trzy utwory…

Na końcu, tak na samym końcu, był mały epic fail z wystąpieniem ‘vice-prezydent, zastępca prezydenta miasta do spraw walki o wybór w następnych wyborach prezydenckich’ – pan Tomaszewski. Czasami lepiej zamilknąć i tylko z uśmiechem podziękować za piękny występ, a nie robić szopkę (ale u nas, w Łodzi, to już taka przykra norma z tymi szopkami…).

Refleksja ogólna odnośnie Areny Łódź – fajne miejsce na imprezy, surowy beton trudniej zniszczyć i zdewastować niż jakby czymś wyłożyli. Krzesełka w sam raz dla mniejszych ludzi, czyli ja siedziałem bokiem… oraz wyjątkowo dobrze oznakowane schody i dojścia do wyjść – wcale nie dawały po oczach podczas występu. Nie wspomnę o pięknej kolejce do sali tronowej… ale to tylko dla pań, panowie to ponoć szybko załatwiali problemy natury fizjologicznej. Ale nadal mam w pamięci kolejkę która stała na schodach i piętrze, gdy przybytek rozrywki był piętro niżej, w pewnej odległości od schodów.

Zastanowiła mnie też jedna rzecz. Wielka impreza, sporo ludzi a ochrona… cóż… broń, ostre przedmioty itp. można było wnieść bez problemów. Zero jakiejkolwiek kontroli przy wejściu… a ponoć na mistrzostwach siatkówki dokładnie pilnowali. Czyli co, zaspał ktoś?

Chociaż tak na zakończenie o imprezie – nie powinienem o tym w sumie pisać, bo teraz – w tym cudownym kraju wszystko co jest związane z Rosją jest zdecydowanie politycznie niepoprawne… a to że przy okazji można stracić naprawdę dużo to nie ważne…

Z anime – staram się w miarę na bieżąco oglądać jedną serię, no może dwie – jedna to Ka:mpfer, drugie to Nyan Koi! (koleś wkurzył boga kota, rozwalając jego statuę w świątyni i teraz musi pomagać kotom, gdyż w przeciwnym wypadku zamieni się w… kota, problem w tym, że ma alergię na koty XD). Przez jakiś czas oglądałem Kimi ni Todoke, ale chwilowo odpuszczam. Dobre anime, ale nie chcę się dodatkowo dołować, zwłaszcza teraz – dlatego oglądam tylko lekkie komedie.

Inna refleksja, od początku września na lapku siedzi u mnie Win 7 pro. System nieźle się sprawuje (wersja x64), działa szybko i ma kilka ficzerów, które zdecydowanie przydałyby mi się na stacjonarce. Mniejsza z tym, w zeszły piątek, jak co tydzień miałem skanowanie systemu przez mojego ulubionego free antywirusa. Do tej pory na lapku miałem oszałamiające 200-300k plików, oczywiście z Win XP pro SP3 – i to po półrocznym użytkowaniu. A teraz co? Dwa miesiące, a na c mam już ponad 1 mln plików O_O Dobrze, że jak na nowo dzieliłem partycje na nowym dysku, to dałem na system nieco więcej niż ostatnio (tak… głupotą było danie 10gb na system… ale cóż zrobić jak się miało do dyspozycji całe 80gb a chciało się jeszcze mieć linucha pod ręką?)

Ostatnia refleksja na dzisiaj. Coś chyba robię się coraz bardziej aspołeczny. Co chwila wkurzają mnie ludzie, a to w komunikacji miejskiej, a to sąsiedzi z bloku. Widzę jak głupie rzeczy ludzie robią i dochodzę powoli do wniosku, że już wolę siedzieć i kodować cały dzień niż użerać się z ludźmi…

Generalnie czuję, że się wypalam. Pocieszeniem też na pewno nie jest to, że nie tylko ja dochodzę do takiego wniosku. Czyżby jednak za bardzo przykręcili nam śrubę? Bo zamiast zachęcić do zgłębiania jakiś problemów co najwyżej prowadzący masowo zniechęcają studentów do danego zagadnienia (np mnie bardzo skutecznie zniechęcili do sieci komputerowych). Przecież oni w większości nie pracują w firmach, więc studenci kończący studia nie stanowią bezpośredniej konkurencji na rynku pracy dla nich – to po co gnoić i masakrować? 4fun? by było przeklęte +10 do wielkości?

A teraz kończę, może pojawi się nowa notka, kiedyś, jak tylko przeżyję odpowiednio długo…

Advertisements

~ by drzejan on October 28, 2009.

 
%d bloggers like this: