Refleksja, która mnie naszła podczas dojazdów do pracy
Jak już sam tytuł mówi – tym razem podzielę się swoimi refleksjami odnośnie tego co zauważyłem w mojej codziennej wędrówce do i z pracy. A jako, że zajmuje mi to lekką ręką około 4-5h dziennie, to miałem co zobaczyć.
Problem, który opisze jest teoretycznie delikatnej natury. W pewnym sensie wręcz narusza pewne tabu, jakim jest opis tego jak zachowują się kobiety. Na wejściu nie chodzi mi o opisanie tego, jak zachowują się w relacjach względem mężczyzn w normalnych warunkach. Mowa oczywiście będzie o tym jak kobiety zachowują się w pociągach.
przerwa techniczna
Przede wszystkim kobiety, przekraczając drzwi wagonu zamieniają się w Wielkie Panie. Przed taką Panią wszyscy powinni ustępować. Najlepiej jednak, by ona sama miała gdzie dupę posadzić, ale jak przyjdzie inna Wielka Panna to ta druga nie może już usiąść w tym samym przedziale. Scena autentyczna – było nieco zimniej to do przedziału do mnie wlazła jedna taka Wielka Pani. Dupę usadziła, zaczęła się rozwalać na boki – ale spokojnie, było jeszcze trochę miejsca. Po pewnym czasie do przedziału chciała wejść inna Wielka Panna. Ta pierwsza z oburzeniem rzuciła ‘Czemu nie pójdzie pani do innego przedziału?’ (sama ledwo co w sumie weszła). Argument tej drugiej, że w innym wagonie było po prostu zimno (spowodowane standardowym brakiem ogrzewania) odniósł jakiś tam skutek. Jednak niesmak pozostał. Nie widziałem i nie słyszałem, by faceci w pociągu tak do siebie się odnieśli.
Spokojnie, kobiety nawet nie muszą nie raz nic mówić by trafić pod ostrzał. Wystarczy, ze ma torebkę ‘znanej firmy’ czy też odmienny strój – chociażby nieznacznie. Tylko tyle pozwala już na to, by jedna drugiej skoczyła do gardeł. Super.
W tym miejscu należy nadmienić, że najwięcej pretensji mają turystki (Wielkie Panie podróżujące z jednorazowym biletem). Te to już mają tak nadmuchane poczucie swojej ‘awesomności’, że jeszcze trochę i mogą bez problemu wybić się na orbitę okołoziemską. Im też najczęściej wszystko dookoła przeszkadza w podróży.
Ale w sumie ich ‘ostrze’ nie jest wymierzone tylko i wyłącznie w przedstawicielki swojej płci. Facetom też się oberwie, bo wszak tak nakazuje kultura – kobiety są przecież ‘te bardziej kulturalne’ i przez domniemanie należy się im ‘szacunek’. Gówno prawda, na szacunek trzeba zapracować.
Jednak wracając do wyśmiewania wszystkich. Jakie to śmieszne, że człowiek który zasnął w przedziale zaczął chrapać. Normalnie boki zrywać. Głupie uwagi, chamskie teksty i docinanie to najlepsze czym może się pochwalić szanowna Wielka Pani. A co gorsza, jak dwie takie się znajdą. To już tragedia. A ja facetowi zazdrościłem, bo zasnął i spał. Ja nie mogłem, bo owe Wielkie Panie musiały gadać przez całą drogę.
Co ładnie doprowadziło mnie do kolejnego cudownego zachowania, jakim mogą się pochwalić kobiety. Nie ma dla mnie nic gorszego rano jak dwie kobiety, które się znają i ładują do przedziału. Z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego – jest to nie możliwe, by te dwie kobiety były w stanie nie gadać przez całe 10 minut. Zatem ze spania nici. Wcale Wielkie Panie nie wyczuwają, że ludzie dookoła są ułożeni do spania – tak jakby zupełnie przypadkiem chcieli spać.
Ale spokojnie, nie to bym psioczył na zgromadzenie dwóch i więcej Wielkich Pań. Przecież by uprzykrzyć innym podróż wystarczy jedna, ale za to wyposażona w telefon. I tak 1,5 godziny nawija. Można? Można. I co z tego, że ludzie chcą spać, że jest światło zgaszone czy też to, że zabijają spojrzeniami. W sumie kojarzę, że udało mi się dwie takie ‘rozmowy’ przerwać odpowiednio wymownym spojrzeniem. Wielkie Panie jednak zrozumiały intencje płynące z mojego spojrzenia.
Natomiast co robią faceci? Wymienią z trzy zdania po czym momentalnie zasypiają i słychać tylko albo równomierne oddychanie albo ciche chrapanie.
W tej chwili wydawać by się mogło, że krytykuję tylko Wielkie Panie, które są relatywnie młode. Ale gdzie tam. Ta przypadłość najwyraźniej nie jest ograniczona tylko do jakiegoś wąskiego przedziału wiekowego. Dlatego nie dziwi mnie już sposób wyrażania się nawet Wielkich Pań w okolicach 50. W rzeczy samej, kwiecista mowa. Aż uszy więdną. Ale co tam, wszak to kobieta, a ona, z powodu podłoża kulturowego, może więcej – a wszyscy dookoła, głównie faceci, mają tylko grzecznie przyjmować do wiadomości co sobie taka ubzdura.
A ubzdurać może sobie wiele. Na przykład to, że Wielka Pani musi wygodnie siedzieć. Zatem najlepiej jak dwa sąsiednie miejsca w przedziale są puste. Z oczywistych względów jest to niemożliwe, zwłaszcza w pociągu powrotnym z Warszawy, po południu. Jest to o tyle zastanawiające, że nie rozumiem tego podejścia – ja jestem większy, a jednak mniej miejsca zajmuje od takiej drobnej kobiety. I jakoś większych problemów nie mam, że ktoś obok mnie siedzi – byle by mi na ekran laptopa cały czas się nie gapił. Ostatnio jakiś dziadek gapił mi się na ekran jak oglądałem anime. Z jednej strony – zaś z drugiej właśnie Wielka Pani. Cóż – wystarczyła jedna przekonywująca scena samobójstwa z Another by przestali mi się gapić. I po co im to było? Chociaż nie ukrywam, że czekałem na jakąś uwagę ‘że co świństwa pan ogląda’. Czekałem – by odpowiedzieć ‘a kto kazał się chamsko gapić mi na ekran?’.
Tym niemniej wracając do tematu miejsca w przedziale. Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz dotycząca kobiet. Mianowicie, widział ktoś kiedyś kobietę bez torebki? Ja widziałem, z dwa razy – miały plecaki. No dobra – normalnie to ile torebek mają kobiety? Jedną? Chyba jak wychodzą gdzieś blisko od domu. Dwie? To takie minimum. Najlepiej to trzy. Serio.
I teraz tak. Jedna torebka – idzie na górę. Druga torebka ląduje na miejscu obok. Zaś trzecia, najważniejsza, musi być na kolanach. Co w przypadku jak Wielka Pani ma jedną torebkę, z przyczyn czysto niezależnych od niej? Cóż, torebka z automatu staje się tą trzecią. Nie ukrywam, że komicznie wygląda jak w przedziale siedzi np. 6 Wielkich Pań. Każda z torebką na kolanach. W każdej chwili gotowe do ucieczki lub do walki ze strasznym wrogiem, który odważyłby się spróbować wyrwać im torebkę. A jak wygląda przedział gdzie są faceci? Połowa śpi, inni słuchają muzyki, niedobitki czytają gazety lub książki. Nic nie mają na kolanach – wszystko leży na półkach. I jakoś jest więcej miejsca dla ludzi.
Natomiast jak już zasiądzie taka, w przedziale, to przecież muszą być odpowiednie warunki. Wszak temperatura poniżej 23-24 stopni to już zimno. Zatem wajcha na maksa i grzejemy. Na wszelki wypadek zamknijmy drzwi. I teraz mamy saunę z ośmioma osobami w przedziale. Wiem, w tym momencie czytelnik stwierdzi ‘przecież możesz przygasić ogrzewanie lub otworzyć drzwi’ – nie, to nie działa w ten sposób i nie jest tak łatwo. Kilka razy próbowałem, to mnie Wielkie Panie napadły, że zimno będzie, że wiatr, że zachorują. No tak, jak już spociłyście się jak świnie od tego gorąca i wilgotności w lokalnej saunie (przecież Wielkie Panie nie zdejmą futra/kurtki/swetra w przedziale, nie wypada) to teraz jakikolwiek ruch powietrza będzie odczuwany jako zimno i potencjalna przyczyna choroby. I po co tyle perfum używacie, tyle dezodorantów – jak i tak po takim czymś śmierdzicie jak nie jeden kloszard? No i ten pot spływający po twarzach – to dodaje powabu. Jasne.
Powabu też nie dodaje to co jest nagminnie przez Wielkie Panie robione w pociągach. Jest taka niepisana zasada podczas jazdy pociągiem, że nie je się w przedziale, lub je rzeczy, które nie mają zapachu. Analogicznie jak jest na openspace’ie. Jest to najnormalniej w świecie nieuprzejme. Pomijam osoby starszej daty, bo mogą być przyzwyczajone do innych zasad. Ale teraz raczej powinno się tego stosować. Ale cóż z tego, jak wsiądzie ci do przedziału Wielka Pani, z pizzą (sprzedają takie na centralnym, małe i mocno ‘pachnące’), hamburgerem, zapiekanką czy kawą w kubkach z logiem znanych firm, którymi można się polansować. I tak – capi to strasznie. Jak można jeść takie śmieci? Co ciekawe, jedzą to Wielkie Panie, które kreują się na prowadzące ‘zdrowy tryb życia’. Wiecie – jedzenie trawy i sałaty. Łącząc to z nagrzewaniem przedziału oraz zamkniętymi drzwiami – smród jedzenia będzie się utrzymał co najmniej 10-15 minut.
Dlatego też człowiek niemalże się cieczy, jak już zbliża się do stacji docelowej. Ale nie ma tak fajnie, że uda się szybko opuścić pociąg. To by było zbyt piękne. Średnio dwa przypadki na trzy przy wysiadaniu można opisać w następujący sposób. Na 10 min przed dojechaniem do stacji zrywa się jakaś Wielka Pani. Zaraz po niej zrywają się kolejne. Ustawiają się przed drzwiami do wagonu i czekają na podjechanie na stację. Ok – to brzmi normalnie. Pomijam to, że nie wyczuwają z której strony będzie się wysiadać, bo nie wszyscy mają wyrobiony ten zmysł. Problemem jest natomiast to, wagony nie są pierwszej młodości i drzwi chodzą dość opornie. A mnie np. śpieszy się przy wysiadaniu na Widzewie – mam z 3-4 minuty na dojść na przystanek tramwajowy. A taka Wielka Pani, stanie przy drzwiach, zastawi przejście i się nie ruszy. Potem niby, już na stacji, próbuje otworzyć po czym – niczym ‘słodka idiotka’ prosi najbliżej stojącego faceta o tworzenie. Pytanie – po cholerę się pchała jako pierwsza, skoro nie potrafi otworzyć tych drzwi? Czemu przepychała się niczym świnia do koryta, tratując ludzi, nie wypuszczając ich z przedziałów, by później – jak coś pójdzie nie tak, założy maskę idiotki i wszystko będzie ‘ok’. Nie, nie będzie. Bo jak już poprosi o otworzenie kogoś innego, to nie wpadnie na pomysł odsunięcia swojej szlachetnej dupy od drzwi, bo mimo że ktoś otworzy to ona pierwsza musi wyjść. Proponuję kiedyś spróbować otworzyć drwi do wagonu od środka, w zimie, kiedy są oblodzone z zewnątrz, stojąc bokiem przed drzwiami do korytarza prowadzącego do przedziałów. Niby się da, ale jest to trudne.
Oczywiście zdarzają się kobiety, które potrafią otwierać drzwi do wagonu. Ba, czasem nawet lepiej niż co poniektórzy faceci. Ale bardzo rzadko je widuje – może z dwie lub trzy widziałem.
Podsumowanie
Byłem świadkiem tego wszystkiego w ciągu ostatnich dwóch, może trzech tygodni. W ciągu pół roku, jaki dojeżdżam do pracy, widziałem tego typu sytuacje wiele razy. Choć powinny mi już spowszednieć, to jednak wciąż krew mnie zalewa. Na pytanie moich współpracowników odnośnie męczących dojazdów zawsze odpowiadam coś co brzmi pozytywnie – bo nie powiem im wprost, że nie dojazdy mnie męczą, tylko ludzie z którymi podróżuję.
Dodatkowo, zanim jeszcze zacząłem dojeżdżać do pracy, miałem w głowie jakiś tam porządek świata. Miałem też wyuczony szacunek do kobiet. Taki bazowy – który wywodzi się z naszej kultury. Jednak na tyle dużo już widziałem, że spokojnie wywaliłem te bzdury z głowy.
Natomiast odnośnie samych kobiet – choć często słyszę, że nie chodzi o wygląd, liczy się wnętrze. Jednak patrząc na zachowanie tych, które dojeżdżają do Warszawy, dochodzę do wniosku, że wnętrze to mają dużo bardziej przegniłe niż nie jeden zwyrodnialec. I że są gorsze od przytoczonego zwyrodnialca, po nim wiadomo czego można się spodziewać (najgorszego), one zaś udają przed wszystkimi, że takie nie są.
Zatem wnętrza nie ma. Wygląd liczy się i to bardzo. Wszak to co przytaczałem, że sobie do gardeł kobitki potrafiły skoczyć, tylko dlatego, że inna ubrała coś innego. Dochodzi do tego smarowanie się jakimiś kremami z wyciągów ze zdechłych zwierząt lub pół przegniłych roślin. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to śmierci, zwłaszcza około 7.30 rano.
Boję się tylko tego momentu (a wiem, że zbliża się on i to co raz szybciej), w którym dojdę do wniosku, że na kobiety z okolic mojego pokolenia nie ma co liczyć. Że jedyny ich cel, sens istnienia to…

słowem: nie ma to jak nadziać się na vagina dentata. myth confirmed!
poza tym, nie widzisz fajnych dziewczyn właśnie dlatego, że one się nie rzucają w oczy. jak ktoś jest w porządku, to dobrze czuje się we własnym sympatycznym towarzystwie i nie musi walczyć o uznaną przez wszystkich pozycję w stadzie.
z tymi fajnymi jest trochę jak z poszukiwaniem trufli: trzeba najpierw rozkopać wierzchnią warstwę gnijących liści i ziemi.
w tym miejscu skończę obronę, bo to nie przystoi komuś, kto wyznaje mizantropię.
To ja w takim razie mam super szczęście, bo codziennie się nadziewam na tego typu przypadki. Powinienem się zająć poszukiwaniem zaginionych skarbów
Nie widzę – przynajmniej wszystkich, ale i one same nie chcą być dostrzeżone lub co gorsze, zdają sobie sprawę, że ktoś je ‘dostrzegł’. Ale ignorują. Takie życie. Lub są zakopane gdzieś głęboko, pod korzeniami – nawiązując do porównania do poszukiwania trufli.
Mizantropia to ciekawe spojrzenie na świat, a raczej na ludzi znajdujących się dookoła. I mimo wszystko trudno nie przyjąć takie postawy gdy zachowanie ludzkiego otoczenia zraża.
@Chociaż nie ukrywam, że czekałem na jakąś uwagę ‘że co świństwa pan ogląda’. Czekałem – by odpowiedzieć ‘a kto kazał się chamsko gapić mi na ekran?’.
Spoko, jak dziadek z babką dojechali do domów, to nie bój żaby, obsmarowali Cię razem z całą dzisiejszą młodzieżą, co to tylko, panie sąsiedzie kochany, tylko morderstwa, bandytyzm, zboczenia i w ogóle, a potem chodzą i strzelają do dzieci i gwałcą staruszki i kto za to płaci, panie sąsiedzie? Społeczeństwo proszę pana! Ruja i poróbstwo i poprzewracało się w głowach gówniarzerce! O, za moich czasów, tośmy….
@Jaśnie wielmożne panie.
Tu uwidacznia się podstawowy rozdział na odmiany żeńskiej części H. Sapiens: kobiety i baby. Różnica jest dość znaczna – kobieta jest inteligentna, można z nią pogadać, jest zwykle kulturalna itp itd. Baba, to baba. Wredne, pyskate (bo od dzieciństwa nauczona, że pani kochana, jak się z ryjem nie wyskoczy, to zjedzą z butami!), bezmyślne (częstokroć za kierownicą), egoistyczne coś, z którym nie da się porozmawiać na nic mądrzejszego od ostatniego odcinka “M jak telenowela”.
Oczywiście podział ten dotyczy również samców H. Sapiens, więc proszę mnie nie oskarżać o seksizm.
Ogólniej nachodzi mi refleksja, że komunikacja zbiorowa to miejsce, w którym można zobaczyć chyba wszystko, więc trzeba się albo znieczulić całkowicie, albo kupić bilet na wagon pierwszej klasy: ludzi mniej i mniejsze prawdopodobieństwo trafienia na odchyły. Ewentualnie zainwestować w osobisty środek transportu, ale tu nadciąga kolejne wyzwanie: korzystanie z dróg publicznych, wśród innych użytkowników, wśród których rozkład głupoty jest identyczny z rozkładem w każdej przeciętnej zbiorowości ludzkiej (w tym użytkowników komunikacji zbiorowej). Chyba już tylko rower zostaje azylem
@O, za moich czasów, tośmy….
… Bastylię zdobywali. Nawiązując do legendarnej sceny z ‘Allo ‘Allo
Jedna rzecz, nie zagląda się komuś na ekran w pociągu. Po prostu. Myślałem nad filtrem anonimozującym/prywatyzującym ale to droga zabawa (200zł).
@podział na kobiety i baby
10/10 – dziwi mnie tylko jak baby się nawzajem nienawidzą. Jedna drugie oczy wydrapie pazurami – faceci co najwyżej dadzą se po mordzie i z głowy.
Komunikacja dobrze znieczula. Wczoraj wracałem (piątek) do domu, to wiadomo że więcej ludzi będzie. Kolega z pracy jechał do Wrocławia pociągiem, który na jego nieszczęście zatrzymywał się w Żyrardowie, Skierniewicach i Koluszkach. Zatem miał straszne tłoki. Pokazałem mu kulturalnie gdzie ma stanąć by być przed wejściem do wagonu. Niestety trochę kolega się pogubił i ostatecznie był może metr od drzwi.
Wyobrażasz sobie, że on przepuszczał tam baby? Te ze Żyrardowa i Skierniewic, co dupy muszą usadzić, jak on miał przed sobą mniej więcej 8h drogi jeszcze? Ja jedynie przepuszczam staruszki (mocno stare, te średnie mogą poczekać) oraz opiekunów z dziećmi. Reszta może popatrzeć na moje plecy.
W pierwszej klasie nie jest tak fajnie. Wprowadzili miejscówki. O ile nikt nie wykupi miejsca, które zajmujesz to jest ok, gorzej jak przyjdzie ci taki z bilecikiem jednorazowym i będzie coś jęczał, ze jego miejsce. Po drugie, 650 zł miesięcznie za 1. klasę to dużo, jak za 2. płacę mniej niż 400. Tzn płaciłem bo nadal mam w mocy bilet kwartalny.
Drogi publiczne nie wchodzę w grę. Paliwo drogie, samochód drogi, utrzymanie drogie. Do tego wariaci. Nie
Na rowerze też jest pełno idiotów. I oszołomów. Zwłaszcza jak jeden z drugim zmieni rower z dodatku do życia codziennego na coś, co będzie sensem życia. Aż chce się powiedzieć ‘get real’.
jeżeli ktoś chrapie w pociągu (i jest facetem) to wszystko ok,
ale jeżeli kobieta by chrapała to pewnie sam byś “boki zrywał”.
Natomiast kobieta rozmawiająca przez tel i nie dające spać (ale chrapanie faceta to spoko, bo sam jesteś facetem, mimo że innym być może nie daje spać), to zabijające spojrzenia w jej kierunku. Pociąg z reguły nie jest miejscem do spania. Jeżeli jeździsz tak daleko, to wynajmij taxi lub prywatny samolot, wtedy cały “motłoch” nie będzie Ci przeszkadzał. Żenujący poziom wypowiedzi. Jeżeli chcesz spać, to wszyscy muszą spać, jeżeli chcesz pogadać przez tel, to pewnie wszyscy powinny wyjść, żeby nie przeszkadzać. Człowieku, opanuj się. I najpierw zacznij wyciągać wnioski o Wielce Sznownych Panach, którzy uwarzają się od lepszych za innych.
Być może jeszcze nikt Ci tego nie powiedział, ale świat nie kręci się wokół Ciebie.
Pozdrawiam…
@chrapanie kobiet
Kilka razy tak się zdarzyło i (o dziwo!) nikt nie rzucał głupich komentarzy. Fakt, w przedziale oprócz tej kobiety byli tylko faceci. Natomiast w drugą stronę jeszcze nie udało mi się być świadkiem by dwie WSzP nie naśmiewały się chrapiącego faceta. Ba, widziałem jak naśmiewały się z innej pasażerki. Nie moja wina, że kobiety mają w sobie to coś, że jedna drugiej by oczy pazurami wydrapała.
@rozmawianie przez telefon
Jeśli w rozmowie w środkach komunikacji nie widzisz nic złego to nie mamy o czym rozmawiać. Napisze tylko, że gadanie przez telefon w takich miejscach uważane jest za brak kultury osobistej i obycia w ‘społeczeństwie’.
@spanie w pociągu
Ten konkretny pociąg JEST miejscem do spania. Jeździ on na tej trasie konkretnie pod ludzi dojeżdżających do pracy. RANO. To nie jest zwykły pociąg, tam bardzo rzadko pojawiają się ‘losowe’ osoby. Większość ludzi śpi w nim i ponownie nietaktem jest zachowywanie się jak wielkie panisko, co to musi nadawać przez telefon, gadać z drugą przedstawicielką swojego odłamu kulturowego czy też namaszczać się smętnymi resztkami zwierząt tak, by wszyscy to poczuli dookoła.
Kiedy wchodzisz między wrony to musisz krakać jak one. Albo idź do przedziału z włączonym światłem. Tam ludzie nie śpią.
@ wynajęcie innego środka komunikacji
Póki co jeszcze nie jestem na tyle majętny, by sobie sprezentować samolot, ale powoli myślę o bilecie pierwszej klasy. Ale to jeszcze będę musiał nad tym pomyśleć – jednak 1,5x ceny drugiej klasy to sporo.
@ jeśli chcę porozmawiać przez telefon w pociągu
To po prostu, jak kulturalny człowiek wstaję, wychodzę na korytarz, zamykam drzwi za sobą i rozmawiam. Proste. Tak robią ludzie, którzy nie są egoistami i mają przynajmniej minimum kultury osobistej.
@ świat nie kręci się dookoła mnie
Nie prawda. Mój świat kręci się dokładnie dookoła mnie.
@ poziom wypowiedzi
Nie jest żenujący. Chyba, że uważasz podane przeze mnie informacje poparte faktami za żenujące. Co bezpośrednio przekłada się na to, że opisane zachowania są żenujące. To wtedy rzeczywiście muszę przyznać rację – zachowania niektórych kobiet w pociągach są po prostu żenujące.
Na pocieszenie dodam, że i facetów uciszam w pociągu. Bo jak dwóch nadaje, a pozostałe 5 osób próbuje spać to trzeba coś zrobić. I da się.
P.S.
Ja bym tam nigdy nie podał w sieci swoich pełnych danych. Ale osoby, które to robią podziwiam ze względu na odwagę…