Pyrkon 2011 – czyli szturmujemy Poznań.
Uwaga: Notka pierwotnie była wpisem na jednym drugoobiegowym forum – tylko nieznacznie ją przerabiam aby pasowała do bloga.
przerwa techniczna
Jako, iż znajomi, z którymi planowałem wyjazd zebrali się i postanowili pojechać jednym samochodem – a w sumie było 6 osób to skończyło się na tym iż do stolicy Pyrlandii pojechałem pociągiem. Po wcześniejszych ustaleniach z agrafkiem spotkaliśmy się na dworcu gdzie dalej zaczęliśmy wędrować w celu zdobycia akredytacji. Wędrowaliśmy długo w poszukiwaniu wejścia, tego jedynego i odpowiedniego na teren MTP gdyż główne wejście od strony dworca to nie było to. A mogli dać kartkę przy tym wejściu gdzie iść lub zaznaczyć na mapce gdzie szukać odpowiedniego wejścia.
Po zdobyciu plakietki i odbiciu się od kas podczas próby zakupu akredytacji dla ekipy poszliśmy ‘na miasto’ zwiedzać hostel dla gości oraz pogadać o wszystkim i o niczym w kontekście gier oraz o różnych ciekawych rzeczy wciąż gdzieś głęboko zaszytych w świadomości ludzi – jak zoom & enchance
Dalej rozdzieliliśmy się – ja poszedłem walczyć o miejsce noclegowe, agrafek zaś poszedł z Vikingiem spokojnie pogadać. Może i zostałbym z nimi, gdyby nie świadomość trudnej sytuacji na froncie ‘powierzchni użytkowych do spania w pewnej szkole’
A zatem orgowie weszli do szkoły o 16. O 17 mieli zacząć wpuszczać do środka. Otworzyli drzwi po 17.20 i to wyglądało mniej więcej jak szturm na pewien sklep nie-dla-idiotów. Wszedłem może w 2/3 grupy do środka i już miejsc w salach nie było, za to zająłem sobie i swojej leniwej ekipie ładny kawałek korytarza. Przy okazji wyszło, że orgowie i szkoła nie dogadali się i kilka sleeproomów nie zostało w ogóle otworzonych. Przyczyniło się to do tego, iż już na wejściu ludzie koczowali na korytarzach. Ale nie było źle – spoko ludzie byli w ‘kwaterach’ przede mną – laropowcy z predatora oraz ekipa szturmowa z Cytadeli Syriusza których kojarzyłem z zeszłorocznego Falkonu.
Że się jeszcze pożalę, chociaż powyższe rzeczy to nic w porównaniu do tego co zaraz napiszę. Udręką dla mnie było to iż część prelekcji/paneli odbywała się w małych salach z dużą ilością ludzi oraz całkowitym brakiem otwieralnych okien (patrz sala ‘komiksowa’). Przesiedzenie na niej godziny z hakiem było całkiem ciekawym doznaniem estetycznym i higienicznym…
Co do programu to:
Piątek
AMV – małe dzieło sztuki remiksu audio-wizualnego – fajne, bo dobrane ciekawe amvki (kawałki anime z jakąś muzyką), chociaż zabrakło mi może tego – Rammstein Engel imho best evar
Jako ciekawostkę podlinkuję coś, co też tam widziałem – i pewnie spodoba się niektórym
Koncert Percivala – spóźniłem się na niego, bo panel o AMV się nieco przedłużył – ale może to i dobrze bo słuchałem będąc na zewnątrz sali a tak grali, że zdecydowanie tamto miejsce wystarczało mi pod względem głośności. Najlepsze jest to, że ominęły mnie nudne kawałki i słyszałem to co było naprawdę dobre – irlandzkie ‘kawałki’ oraz różne Bałkańskie pieśni + jedna bizantyjska, o ile teraz dobrze pamiętam. Generalnie fajnie się słuchało, zespołowi udało się porwać widownię, czuć było pasję i energię od nich. Słowem – ci co nie byli, niech żałują
Sobota
Polskie Tłumaczenia Filmów – Prawie jak Oryginał – beznadzieja. Jak do tej pory zawsze zostawałem do końca prelekcji na którą wchodziłem, tak na tej stwierdziłem, że szkoda mojego życia. Nudna, prowadzona byle jak i co gorsza – z cholerną ilością błędów popełnianych przez prelegenta – bo przecież tłumaczenie ‘Clash of the Titans’ jako ‘Starcie Tytanów’ jest złe ponieważ ileś lat wcześniej zostało ono przetłumaczone jako ‘Zmierzch Tytanów’. Aha – prezentacja wyglądała jakby została zrobiona w 5 minut. Do tego ‘urzekła mnie’ historia prelegenta jak to nie mógł znaleźć płyty DVD Batmana w Empiku, bo wszystko nie zaczynało się na ‘B’.
Nie dla facetów – gry komputerowe – o casual gamingu, o tym jak to mniej więcej wygląda przy pracy oraz prezentacja trzech gier. Ciekawe, aczkolwiek powiedzmy sobie to wprost – nie zaliczam się do casuali. Ale przynajmniej prelegent mówił z charyzmą i wyczuwało się to, iż jest to jego pasja. Nie to co u tego wyżej…
O zmianie życia literackiego na fantastycznych portalach internetowych – posłuchałem, bo nie czułem się kompetentny by cokolwiek konstruktywnego powiedzieć. A słuchało się przyjemnie, chociaż osoba siedząca pierwsza od lewej (z perspektywy widowni) ewidentnie milczała
Wspomnę tylko o tym, iż co chwila słyszałem jakieś ‘misie‘ oraz jak to wszystkim jest ‘ciężko’ (Na ja, schwer zu sagen).
Co pisarze mogą wyciągnąć z gier – i co przemysł producencki może mieć z pisarzy – tu mnie nieco zaskoczyły osoby zasiadające za mównicą, bo przed dyskusją nie bardzo wiadomo było mnie i agrafkowi jakie będzie ich stanowisko. A tu się okazało, że gry to jednak mimo wszystko nie miejsce dla pisarzy – tam trzeba akcji, intensywności i wytrzymałości podczas pracy z związanymi rękoma przez resztę ekipy tworzącej grę. I nie były to tylko przemyślenia czysto teoretyczne, gdyż Orbitowski miał już w tej materii doświadczenia – niekoniecznie pozytywne i jak to określił ‘nie spełniające jego oczekiwań”.
Zapowiadałem, że będę trolować tą prelekcję, ale jakoś tak wyszło, że w mówcy mieli podobne zdanie co ja. Ale cóż, słowo się rzekło, zatem ztrolowałem – na sam koniec, jak już wszyscy doszli do tych przygnębiających wniosków o roli pisarzy w grach, przytoczyłem rynek japoński, gdzie są Visual Novele i gdzie pisarze mają wolną rękę przy kreowaniu światów.
No i też, może nie wszystkim, ale powiedziałem dlaczego Alan Wake na x360 średnio się sprzedał. Wszystko wina tytułu oraz tego co z niego wychodzi jak w imieniu zamieni się miejscami ‘n’ z ‘l’.
Magiczne obrazki – zobaczyłem zaledwie końcówkę, ale widać, że prelekcja była bardzo dobrze przygotowana. Fajnie się słuchało i oglądało różne elementy związane z tworzeniem animacji (głównie chodziło o Disneya – klasyczna animacja oraz Pixar i Dreamworks – komputerowa). Duży plus dla autora za to, że znał się na rzeczy – stosował określenia, które rzeczywiście dotyczyły modelowania 3d, a nie wymyślał inne – własne… jak pewien prelegent od tłumaczeń. Słowem – w przyszłości, jak gdzieś będzie taka prelekcja tego samego autora, to śmiało można iść na nią.
Spotkanie autorskie z Witem Szostakiem – poszedłem na nie, bo byłem już nieco zmęczony i na dodatek panel na który chciałem iść był w jednej z ‘tych’ sal (małe, bez możliwości otworzenia okien, z dużą ilością osób). Abstrahując od tego, że nie czytałem książek o których była mowa to dwie rzeczy przykuły moją uwagę podczas tego spotkania. Pierwsza to stwierdzenie, iż ukazanie ożywienia zamku w ‘Hauru moving castle‘ jest prymitywne (dokładnie tak powiedział Szostak). Hmmm… Miyazaki z sporą ilością ważnych w świecie animacji nagród oraz Oskarem i prymitywne przedstawienie? Hmmm…
Druga rzecz – mimo, iż przysypiałem (trudny dzień + trudna noc – człowiek śpi sobie z głową pod gaśnicą a tu ekipa dla zabawy woła nieszczęśnika = dwie sińce na głowie =_=) to spodobała mi się koncepcja wyznaczania okresów życia – czym jest ‘młodości’ (otwarte drogi w cały świat) i czym już jest ‘dorosłość’ (wybory za sobą, teraz przedzieranie się przez obrane i okrutnie zarośnięte ścieżki).
I tak szczęśliwie wyglądał dla mnie Pyrkon, bo w niedzielę z samego rana wsiadłem w pociąg z powrotem do Łodzi. Nie budziłem swojej ekipy, bo tak dobrze im się spało
Co było fajne – to możliwość pogrania sobie z ludźmi w Games Roomie w różne planszówki. Znowu była walka w jendze
Taka sobie zaś była ta pizza co przywozili na miejsce (droga i już niestety chłodna przy odbiorze – a sosy to jakaś parodia, ketchup zmieszany z majonezem).
Na koniec wielkie dzięki dla agrafka za przejęcie mnie na dworcu oraz za dobrą dyskusję na mieście
Do tego miło było też spotkać na konwencie znajome nicki – pozdrowienia dla Czereśni, martvej, Sheili, agrafka, nosiwody

Fajny wpis
Dzięki za wspólnie spędzony czas i za tak długie pilnowanie nam korytarza (ja bym chyba nas olała na Twoim miejscu XD), więc podwójnie chwała Ci za to ^^ AMV które wrzuciłeś znam i uważam za świetne, szczególnie że Pi i Sigmę pamiętam z dzieciństwa
I następnym razem budź mnie brutalnie żeby się pożegnać
Z tym korytarzem to nie było tak źle – na atrakcję jedną nie zdążyłem bo za długo z kumplem pogadałem, a później miałem z 2-3h przerwy. Natomiast odnośnie AMV – to jeszcze powinienem wstawić jedną – z Laina, ta która leciała po tym jak poszliście chyba na koncert.
Budzić? Tak z rana? Zwłaszcza, że wyglądaliście na wyjątkowo zmęczonych, to nie ruszałem – wszak graliście wieczorem. Też chciałem zagrać, ale błędem było to iż ‘na chwilę się przyłożyłem’ = obudziłem się jak już wróciliście.
Odzdrawiam! Szkoda, że nie wybrałeś się z nami na piwo
Witam w moich skromnych progach
No właśnie poszedłbym, gdyby nie to, że zwijaliście się na miasto jak ja dopiero co wszedłem na teren imprezy (spotkałem Czereśnię). Później nawet zastanawiałem się czy nie męczyć agrafka o namiary na was (ale gdzie tam w obcym mieście bym się odnalazł). Za to poszedłem na koncert Percivala, a naprawdę warto było pójść i posłuchać na żywo