Święta to taki fajny okres, by można było na spokojnie zacząć podsumowywać to co zostało osiągnięte i to co nie wyszło w ciągu mijającego roku. Czy chce mi się coś takiego robić? Nie. Ale ogólnie naszły mnie takie refleksje którymi się podzielę.
W ciągu tego roku, w rejonie jego połowy, zakończyłem studia. Fajnie, wreszcie można wziąć się do roboty i walczyć o lepsze jutro/o każdy metr własnego mieszkania. Choć byłem świadom tego, co nastąpi, to jednak nie wiedziałem, że będzie to zakrojone na aż tak szeroką skalę.
Studia się skończyły i ludzie, z którymi codziennie rozmawiałem na żywo czy też przez różne komunikatory nagle przestali cokolwiek pisać. Widać po raz kolejny banda sępów znalazła ofiarę i utrzymywała kontakt, póki można było wyrwać coś z trzewi ofiary (patrz materiały, programy czy różne informacje). Teraz zaś, nie ma już takiej potrzeby.
I tak na dobrą sprawę, oprócz najbliższej rodziny to pozostaję w kontakcie zaledwie z kilkoma osobami (trafek, Yogi, zappa, Nuku, mumin, MasterMedwith i tofik). Jak widać bardzo silna męska ekipa. Dlatego też w sumie pogodziłem się z wizją bycia single’a (co nie raz już pisałem, ale na wszelki wypadek napiszę jeszcze raz ) – tak jak większość moich przyjaciół.
Reszta ludzi zaś, jak nawet zagadam to albo walą standardowe ‘nie mam chwilowo czasu / nie mam w ogóle czasu’ lub nawet nic nie odpiszą. Szkoda, chociaż mogłem się tego spodziewać.
I tak, by dalej czuć klimat świąt (które spędziłem w łóżku z powodu trawiącej mnie choroby) postanowiłem wrócić do grania w Visual Novele. Na pierwszy ogień poszła Saya no Uta, jednak nie udało mi się jej poprawnie uruchomić pod Win7. Zatem wróciłem do EF ~ A fairy tale of two z genialnymi animacjami, w którym to historia zaczyna się właśnie w czasie świąt BN.
Na koniec zaś, spokojnego odpoczynku pod koniec roku tym, którzy czytają to co napisałem.
Drzejan
Teoretycznie miałem więcej nie pisać na blogu. Jednakże zmieniła się nieco sytuacja – głównie wpływ na stan rzeczy miało to, że dorobiłem się wreszcie czegoś na czym można grać/pisać/programować, a co mogę wrzucić do plecaka i nie waży kilku ton.
Dlatego też udało mi się nadgonić nieco zaległości w anime (kurcze, czy tylko ja mam wrażenie, że zawsze mam zaległości, że nigdy nie jestem na bieżąco?). A jak już mowa o anime i po części też visual novelach, to tak jak widnieje w tytule notki – wybrałem się na dwa konwenty. Tak naprawdę to na trzy, ale tym razem nie będę się rozwodził o Falkonie 2011. Po tym pięknym przejściu, koncepcyjnie zapożyczonym z Nieczystych Zagrywek z imperium gier na wp , przechodzę do sedna sprawy.
Witam – minęło nieco czasu od mojego ostatniego wpisu. Dużo rzeczy się wydarzyło. Zazwyczaj przy takich sformułowaniach pisze się ‘trochę złych, ale raczej więcej tych dobrych rzeczy’. Niestety u mnie było dokładnie na odwrót.
Studia
Poprzednia notka tak na prawdę dotyczyła tego, że na czas pisania pracy magisterskiej przerywam większość rzeczy. Tak też zrobiłem i ostatecznie na początku lipca obroniłem się. Było to na tyle nietypowe, gdyż praktycznie cały mój rok miał się bronić we wrześniu/październiku. Zatem wybiłem się – ale pokazałem że da się, że nie ma co zwalać roboty na później. Na dodatek już pracowałem (mniej-więcej).
Obrona była luźna – przedstawiłem zagadnienie i na dobrą sprawę nie było możliwości zagięcia mnie czymś z zakresu pracy. Po prostu za długo w tym siedziałem i wiele potencjalnych ścieżek prowadzących do finalnego rozwiązania było mi znanych. Wiedziałem też, że prowadziły one do ślepych zaułków.
I tak zamiast 20 minut obrony zabrałem komisji ponad 50. Ale byli zadowoleni. Podsumowali ze jedna z niewielu prac, w której po prostu czuć, że był wykonany research i później bardzo dokładnie przeanalizowano wszystko, by ostatecznie dotrzeć jak najbliżej celów pracy. Zatem udało mi się przyspieszyć algorytmy przetwarzania obrazów tak, by działały w czasie rzeczywistym (np na materiałach z kamerek internetowych) w wysokiej rozdzielczości.
Tak właśnie, dość szczęśliwie zakończyły się moje studia. Będzie mi brakować tego wszystkiego, ludzi (nie wszystkich, bo nie którzy na sam koniec okazali się świniami przebranymi za przyjaciół) oraz luźnej atmosfery. No i stypendiów – tak, trzy lata dostawałem bez przerwy dofinansowanie z uczelni.
Na koniec zaś taka śmieszna rzecz. Jeszcze pół roku temu miałem dalej się kształcić. Trzeci stopień czyli studia doktoranckie. Zazwyczaj to ludzie chcą na nie iść i sami się zgłaszają. W moim przypadku zostały mi one nie dość że zaproponowane to niemalże była sugestia, że po prostu idę. Jednak w wyniku serii złych zdarzeń oraz zmiany pracy zrezygnowałem z tego planu. Chociaż ciekawie by wyglądało ‘dr inż.’ przed nazwiskiem. Może kiedyś, może na innej uczelni. Może… Ale tam gdzie ja nie poszedłem, poszedł mój przyjaciel z ławki z angielskiego z liceum. Oby udało mu się skończyć je i to pomimo niechęci jego narzeczonej do tego
Praca
Jak wspomniałem – już podczas pisania pracy magisterskiej pracowałem. No, mniej więcej pracowałem. Kształciłem się i tworzyłem projekt, który miał być wdrożony. Jednak firma strasznie ociągała się z ‘rozliczeniem’. Po obronie udało mi się tak załatwić, bym dostał umowę na etat co w pewnym sensie zagwarantowało mi, że nie będę bawił się w wolontariat. Co ciekawe, jak sam odezwałem się by uregulować sprawę (tzn wyszedłem z inicjatywą) to przykleił się pode mnie ‘kolega’ ze studiów. Cóż – nie wróżę pozytywnej przyszłości jak jest się pasywnym i bez inicjatywy. Ale po ostatnim dniu w tamtej pracy, gówno mnie to interesuje (o tym mniej więcej dalej).
Tak, już nie pracuję tam gdzie zacząłem zaraz po obronie. W wyniku pewnych zdarzeń, częściowo pozytywnych (przynajmniej tak staram się sobie mówić) – ale na pewno bardzo zmieniających moje życie i otoczenie, odszedłem. Miałem dwutygodniowy okres wypowiedzenia podczas którego owy kolega miał niejako przejąć to co ja robiłem. Cóż – marazm i nihilizm nie pomogą w życiu. Pewnie czując jak będzie to wszystko wyglądało dalej, ostatniego dnia wykręcił mi bardzo chamski numer. I ja cię człowieku ciągnąłem przez ponad pół studiów, dzięki mnie miałeś stypendium – a na koniec tak mi się odpłaciłeś? Nie musisz mi się nawet kłaniać jak się gdzieś kiedyś spotkamy.
Gdzie teraz pracuję? “Sore wa Himitsudesu” – dużo jeżdżę pociągami i tylko tyle mogę napisać.
Życie?
W związku ze zmianami w ‘trybie życia’ praktycznie życia nie mam. No dobra, weekendy to dobry okres by się spotkać z ludźmi, odespać czy też nadrobić zaległości w ‘kulturze’ (patrz – gry, muzyka i anime, książki czytam w pociągu). Wygląda na to, że po serii bardzo smutnych zdarzeń wybrałem karierę i rozwój nad ‘życiem’. Chociaż jak mnie Nuku podpuszczał – żeby jakąś dziewczynę znaleźć, to się pośmiałem. Na wejściu biedna byłaby jako słomiana wdowa – jestem tylko dostępny przez weekend. A i to nie zawsze. Do tego dochodzi jeszcze opinia o mnie, że mam trudny i zbyt silny charakter. Z tego co orientuję się, również na roku płci piękna miała dość skrzywiona opinię o mnie (dziękuję dziewczynie, która rozpuściła nie do końca prawdziwe informacje – ja byłem na tyle honorowy, że nie psułem opinii i dzięki czemu mogłaś złapać kolejną ofiarę z roku). Co gorsze, że mam zapędy narcystyczne. Normalnie same pozytywy.
Żeby nie było, że jestem całkowicie pasywny. Zagadałem całkiem niedawno jeszcze do jednej dziewczyny (nie ważne kto i co, po co komu to wiedzieć) – ale zostałem całkowicie zlany. W sumie nie pierwszy raz. W sumie pewnie już -nasty. W tym momencie przypomina mi się taki śmieszny tekst: “Jestem samotny z wyboru… one wybrały”. No chyba, że jest gdzieś jakaś dziewczyna, która się tego wszystkiego nie boi. Ale wątpię.
Jak nie udało się, to skierowałem wszystkie swoje wysiłki na karierę. Co z tego wyjdzie i czy był to dobry wybór wyjdzie dopiero za kilka/kilkanaście lat. Prawda Szymonie? Ciekawe jak to będzie wszystko wyglądać, powiedzmy… za 10 lat. Czy bezwarunkowy optymizm był lepszym rozwiązaniem niż twardy i surowy realizm oraz wydzieranie z życia co się da? No i ogólnie zająłbyś się czymś konkretnym a nie ‘zapchajdziurami’. Na przykład znalazłbyś dobrą pracę lub dokończył magisterkę
Anime
Nie mogło zabraknąć tego elementu. To już w sumie kawałek mnie. Czy to dobrze? Chyba nie, bo ostatnio w Japonii serwują coraz gorsze rzeczy. Mimo to perełki się zdarzają, ale jest ich jeszcze mniej niż kiedyś. Zaczął się nowy sezon i może z 3 serie sensowne. Przy czym są to kontynuacje jakiś poprzednich ‘marek’. Z tych ciekawszych rzeczy (które już się skończyły czyli są to efekty poprzednich dwóch sezonów) wymieniłbym Hanasaku Iroha (nietypowe, niby dla słabszej płci, ale jednak fajne – po prostu), Steins;Gate (koncepcja fajna, ciekawe postacie, klimacik, który po głębszym zastanowieniu wzoruje się na Higurashi no Naku Koro ni) i Kamisama dolls (ciekawy świat, trzymało w napięciu… czasami, szkoda że urwane w połowie).
Koniec?
Kiedy napiszę następną notkę? Nie wiem. Czy będę opisywał jakie są ciekawe anime do obejrzenia? Raczej już nie (sam mniej oglądam a i czasu na spisanie myśli mniej) chociaż kto wie. Może jakiś impuls czy co. Zatem do usłyszenia/zobaczenia/przeczytanie gdzieś tam w świecie. Czy to rzeczywistym czy wirtualnym
Na koniec tylko taka mała wstawka, która ciągle mnie męczy :> (już zaczynam nucić i podśpiewywać… )
Na czas zmagań się z pracą dyplomową nie planuję nic wrzucać na bloga. W ogóle przestałem całkowicie grać w jakiekolwiek gry, czytać mangi i o zgrozo oglądać anime (od trzech tygodni widziałem zaledwie dwa odcinki Azazel-sana). Pomijam książki, bo tych już dawno nie czytałem.
Wszystko może wróci do normy jak skończę pisać ‘prozę’ mojej pracy
Może nieco znienacka, bez chwalenia się w różnych miejscach, wybyłem na mój pierwszy konwent stricte mangowo-animowy. Rzecz jasna nie byłem sam. Tym razem też doznałem tego luksusu i dotarłem na miejsce samochodem. Uwaga – relacja jest dość długa